Varia
Filmowa przestrzeń ENH
Twórcy z charakterem
Moje nowe horyzonty - felietony Romana Gutka
Polityka Poleca - Przewodnik Festiwalowicza
Selekcjonerzy z festiwali
Krytycy w Winnipeg
Nagroda im. K. Mętraka
Ciekawostki z przestrzeni ENH
ENH poleca: książki Krytyki Politycznej
Krakowska Szkoła Filmu i Komunikacji Audiowizualnej
Wyróżnienie
Adaś Miauczyński i jego zmagania z romantyzmem
 
Podobno my z Niego wszyscy.

To, co Zygmunt Krasiński zapisał pogrążony w smutku po śmierci Adama Mickiewicza, myśląc jako o "my" głównie o sobie współczesnych, stało się dewizą obowiązującą w polskiej kulturze na wieki, odnoszoną do wielu pokoleń. My wszyscy. My z Niego. Jak pojemne znaczeniowo okazało się to proste stwierdzenie. Tylko co właściwie miałoby dziś oznaczać? Strywializowane, pozbawione treści dla dyskursu krytycznoliterackiego, powtarzane w obiegu publicystycznym, traktowane z powagą chyba już wyłącznie w gimnazjalnych rozprawkach. Pozbawione pierwotnego kontekstu - konkretnego, dojmującego bólu po odejściu Poety, Autorytetu, Człowieka - stało się tak ogólne, że oznaczające wszystko i nic. Z banałem się nie dyskutuje; w konfrontacji z oczywistością banału brak miejsca na znaki zapytania, na tryb przypuszczający czy nawet na "podobno". A więc po prostu: my z Niego wszyscy. Tu nie ma czego podważać - nawet jak coś w kulturze polskiej jest "kontra", to nadal jest "z Niego". Mickiewicz monumentalnie wznosi się nad naszym pejzażem nie tylko literackim i nawet nie tylko kulturalnym w wąskim sensie tego słowa. Mickiewiczem można czytać wszystko. Dzieło, chwilami nie do odróżnienia zrośnięte z życiem autora, stało się kluczem, a raczej uniwersalnym wytrychem interpretacyjnym do każdego przejawu życia kulturalnego, społecznego, politycznego. W takiej sytuacji łatwo popaść w nadinterpretację i wszystkie, nawet nowatorskie zjawiska w kulturze traktować jako przypis do romantyzmu, albo jeszcze węziej: odczytywać poprzez dzieło i życie Wieszcza. Takie postępowanie nie musi być płodne poznawczo. Niebezpieczeństwo nadinterpretacji, niebezpieczeństwo natury ogólnej ukazuje Umberto Eco: "Inicjatywa czytelnika polega w gruncie rzeczy na postawieniu domysłu co do intencji tekstu. [...] Tekst jest zatem czymś więcej niż parametrem wykorzystywanym do potwierdzenia interpretacji: tekst jest przedmiotem budowanym przez interpretację, która ma postać zamkniętego koła, ponieważ potwierdza się na podstawie tego, co sama zbuduje."[1] Drugie niebezpieczeństwo analizy "poprzez romantyzm" jest szczególniejsze, specyficznie polskie. Odwołując się wciąż do Mickiewicza łatwo można dotrzeć do fatalistycznego wniosku o wiecznym romantyzmie Polaków, powtarzalności, wtórności wszelkich zjawisk życia kulturalnego. Stwierdzić, że nie można uciec od romantycznych wzorców zachowań i zadowolić się tą pesymistyczną konstatacją. Może chociażby z tego powodu lepiej sięgać do alternatywnych tradycji? Nie traktować romantyzmu jako matrycy, do której należy wszystko przyrównywać.

Jednak przy analizie filmów Marka Koterskiego nie da się uciec przed mickiewiczowsko-romantycznym tropem. Reżyser sam wyraźnie go narzuca. Odczytanie twórczości Koterskiego jedynie w kontekście współczesnym byłoby dla niej bardzo zubażające. Równocześnie wyłącznie figurą retoryczną będzie napisanie, że filmów takich jak Dzień świra nie da się w pełni zrozumieć bez uświadomienia sobie ich historycznych naleciałości. Ich akcja jest osadzona we współczesności, fabuła dotyka problemów codziennych przeciętnego Polaka i ten prymarny poziom lektury w zupełności wystarcza wielu widzom, by w pełni utożsamiać się z bohaterem Koterskiego. Ujmując rzecz brutalnie, salę kinową poruszają tyrady filmowych postaci, ponieważ są śmieszne lub pełne wulgaryzmów (ewentualnie przez jedno i drugie), a nie dlatego że bywają wygłaszane trzynastozgłoskowcem. Fragmenty dialogów przyjęły się nawet w mowie potocznej.

Lecz na poziomie chociażby podświadomym romantyczny bagaż oddziałuje na większość widzów. Bez zbytniej przesady szkolną gehennę przez romantyzm można uznać za zbiorowe przeżycie wszystkich żyjących pokoleń Polaków. Chyba każdy pamięta z czasów dziecięcych kilka komunałów o heroizmie Konradów, umiłowaniu ojczyzny przez Adama - nawet jeśli od tamtej pory nie wydobywał tych nieudolnie wbijanych do głowy przekonań na światło dzienne, nawet jeśli nie uznaje ich wpływu na swoje rzeczywiste działania. Koterski korzysta z tych pokładów zbiorowej nieświadomości uprawiając swoją mickiewicczyznę. Właśnie mickiewicczyznę: bo na pewno nie mickiewiczologię, naukę zarezerwowaną dla badaczy literatury. Prezentuje nam skarlałą wersję ideałów, romantyzm przeradzający się we własną karykaturę, romantyzm postmodernistyczny, romantyzm dla mas. I trudno mieć do reżysera o to pretensje, nawet jeśli razi prymitywizmem niektórych dowcipów, wulgarnością wypowiedzi. Mieszanie małości z wielkością, którego Koterski dokonuje w swojej sztuce, może wydać się obrazoburcze. Ale właśnie dzięki temu twórczo zmienia paradygmat tradycji.

On był dla ludzi mego pokolenia i miodem, i mlekiem, i żółcią, i krwią duchową. Krasiński może nawet nie wyobrażał sobie, jak te esencje mickiewiczowskie będą rozcieńczane coraz bardziej w kolejnych pokoleniach, ale że jednocześnie niezmiennie będą wyznaczały nurt wydarzeń. Nurt płynący i miodem, i mlekiem, i krwią duchową. Tylko o żółci często zapominamy. Dla swoich współczesnych Mickiewicz smakował żółcią, ponieważ zachęcał do wielkości, wzywał do wysiłku i poświęceń. Były co prawda klęski powstań, ale także nadzieja na odrodzenie Polski. Teraźniejszość stawała się dla Polaków do zniesienia dzięki ich poczuciu roli wybrańców, męczenników. A Polska-marzenie, zawieszona w nieokreślonej przyszłości to Polska najwygodniejsza. Dziś smak żółci jeszcze się wzmocnił: wystarczy odrobina realizmu, wyjście poza polityczne frazesy, by dostrzec, że mickiewiczowski projekt wielkości jest niespełnionym postulatem, narodowym wyrzutem sumienia wywołującym kompleksy oraz frustracje. Potulny uczeń pisząc rozprawkę na temat "Idee Adama Mickiewicza wiecznie żywe" będzie podkreślał i miód, i mleko, i krew duchową. Andrzej Wajda w czasach, który nastąpiły bezpośrednio po tych dla Polaków heroicznych, odważył się przedstawić walczących Konradów nie do końca pomnikowo i heroicznie (Kanał, Popiół i diament). Romantyczną legendę bohaterów doprawiał żółcią, natomiast dziś grzecznie odrabia lekcje kręcąc Pana Tadeusza. Widocznie doszedł do wniosku, że takiej pożywki potrzeba narodowi w nieheroicznych czasach: ani słowa o aktualnych bolączkach.[2] Artystyczna strategia Koterskiego mieści się na drugim biegunie - reżyser przywraca odczytaniu romantycznej tradycji zaburzone proporcje. Żółci jest w jego filmach w nadmiarze, do tego domieszka krwi. Żadnego mleka ani miodu. Czy nie jest to najuczciwsze podejście zarówno do spuścizny, jak i do współczesnego odbiorcy?
 


[1] Umberto Eco, Nadinterpretowanie tekstów, [w:] Umberto Eco i inni, Interpretacja i nadinterpretacja , Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1996, str. 64.

[2] Czego wcale nie należy traktować jako zarzutu: w końcu podobna intencja idealizacji towarzyszyła Mickiewiczowi przy tworzeniu narodowej epopei. Natomiast ścieżka artystycznego rozwoju Wajdy w Polsce niepodległej - jednoznaczne określenie, czy reżyser świadomie stosuje strategię "usypiania" zamiast, jak wcześniej, bolesnej psychoterapii, czy też nie odnalazł nowego sposobu wyrazu w odmienionej rzeczywistości - to już osobny temat nie wchodzący w zakres niniejszej pracy. Tak jak rozważania, jak postępowałby Mickiewicz, gdyby dożył niepodległości.

1 2 3 4 5 6  
Moje NH
Strona archiwalna
Nawigator
Lipiec-sierpień 2009
PWŚCPSN
23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
Program:
Mój plan:
Indeks A-Z
Koncerty
Filmy nieme w Operze
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu:
Skocz do cyklu:
WYBIERZ CYKL
Czy wiesz, że...

Agnès Varda będzie obecna na dwóch pokazach filmu Plaże Agnès (Międzynarodowy Konkurs Filmy o Sztuce) i spotka się z publicznością!

>
/Co to jest?
JESTEŚMY NA FACEBOOKU LINKI:
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty 2007-2009  /  festiwal@enh.pl  /  www.enh.pl  /  realizacja: Pracownia Pakamera