Na żywo
Wyniki konkursów
Podsumowanie Festiwalu
Fotodziennik
Spotkania i konferencje
Relacje festiwalowe
Gazeta "Na horyzoncie"
Forum - wypowiedz się!
Minione dni
Plebiscyt publiczności
Relacje festiwalowe
01 sie 09
Filmowych ucieczek ciąg dalszy
starsza lista

Dwóch szwedzkich trzydziestolatków dzieli się swoimi myślami, obaj na co dzień są aktorami, angażującymi się w projekty filmowe przyjaciół. Niemal przez przypadek wychodzi z tego myślenia film. Henrik Hellström i Fredrik Wenzel debiutują filmem Każdy myśli swoje - prostym, delikatnym, uduchowionym. Niski budżet przedsięwzięcia, jego niezależność i pełne zaangażowanie ekipy mają swoje konsekwencje. Wielką rolę grają w nim bohaterowie, naturszczycy, ludzie namówieni przez reżyserów do współpracy - albo znani im wcześniej, albo tylko przez nich z nieśmiałością obserwowani. Robienie filmu było pretekstem do tego, żeby się do nich zbliżyć. Hellström i Wenzel podkreślają znaczenie zaangażowania, bezwzględnego oddania projektowi, wiary w jego sens, stanowczości w kontaktach interpersonalnych. Bez tego film by nie powstał.

To zestaw niemal pozbawionych dialogów scen, pokazujących kilku bohaterów, którzy mieszkają w osiedlu jednorodzinnych domów w Falkenberg. Łącznikiem pomiędzy tymi "prezentacjami", niezobowiązującymi portretami jest miejsce i narrator historii 11-letni Sebastian (niezwykły Sebastian Eklund), nad wiek dojrzały, filozofujący, a jednocześnie bezradny w wielu codziennych sytuacjach. Oprócz opowieści o sąsiadach z jego ust słyszymy recytowane zapiski wielkiego amerykańskiego transcendentalisty Henry'ego Davida Theoreau (1817-1862), wiodącego kontemplacyjne życie na łonie natury, w odosobnieniu. Stąd w filmie Wenzela/Hellströma tyle malarskiego piękna natury - obrazów pól, lasów, poruszającej się wody w kontraście do uporządkowanych przedmieść, w których toczy się akcja. Sebastian opowiada o mieszkającym w domu rodziców Jimmy'm, który bezustannie nosi w ramionach swojego małego syna i do niczego nie dąży, o dorywczo pracującym Rosjaninie Mischy, łowiącym ryby w okolicy, tuż obok schludnych domów szwedzkiej klasy średniej, o Hannesie, który całą swoją energię zużywa na upiększanie domu. Ci ludzie nie mają ze sobą nic wspólnego, po prostu żyją obok siebie.

Reżyserzy zestawiają wizję życiowej normy - uległość wobec niej często przechodzi w emocjonalny paraliż - z napięciami, rozgrywającymi się w poszczególnych, osobnych światach. Jakby wciąż zmęczony Sebastian niczym sejsmograf odbiera te napięcia i przetwarza je w sobie tylko znany sposób, demaskując idealną jakość rzeczywistości, z wierzchu lśniącej i prostej jak z katalogu Ikei.

Delikatna, ale nieustanna opresyjność porządku kultury sprawia, że bohaterowie szukają ratunku, ucieczki, każdy z nich trafi w końcu do lasu, czy nad jezioro. Znaczenie tej naturalnej, bardzo w filmie młodych Szwedów sensualnej utopii podkreśla niezwykła muzyka Erika Enockssona.

Podobną wrażliwość obserwacji posiada James Benning, autor filmowych eksperymentów, który tym razem w Rzucie oka z wielką uwagą fotografuje spiralną groblę Roberta Smithsona, usypaną z 1970 roku na Wielkim Słonym Jeziorze w Utah. Tworzy iluzję - choć w rzeczywistości fotografował ją zaledwie kilka lat, wyobraża sobie, jak mogłaby zachowywać się grobla na przestrzeni ponad trzydziestu. Montuje statyczne widoki, powtarzające się ujęcia, podpisuje je fikcyjnymi, choć zawsze znaczącymi datami, korzystając z danych, zarejestrowanych przez innych obserwatorów. Tworzy historię grobli, która - choć przez ponad dwadzieścia lat znajdowała się pod wodą - jest obiektem sztuki o niełatwo dostrzegalnej, intensywnej zmienności. Benning tworzy film o dziele sztuki, które wpisane jest w nieustanny performance natury i istnieje pomimo tego, że właściwie nie jest oglądane.

Jezioro Philippe Grandrieux też jest niezwykłą formalną ucieczką. Trzęsąca się kamera nie raz zbliża nas do doświadczeń epileptyka, jakim jest jeden z bohaterów, młody chłopak o dziwnej, naznaczonej cierpieniem twarzy. Jego rodzinny dom, w którym mieszka z matką i rodzeństwem, znajduje się nad jeziorem w górach, filmowany zimą. Biel śniegu w lesie, gdzie ścina drzewa na opał, przechodzi w cynkową szarość zmierzchu, w gęstą szarą mgłę, a wreszcie w brunatną ciemność wnętrza domu, z której wyłaniają się pojedyncze twarze jak z obrazów mistrzów malarstwa i dłonie, w zbliżeniach. Bardzo w gruncie rzeczy prosta historia owinięta jest formą jak bandażem, ukrywającym straszną ranę. Do domu przyjeżdża obcy, który ma pomóc rodzinie. To historia miłosna, trochę w niej zazdrości brata o siostrę, więcej niedopowiedzeń ujawniających się w relacjach między najbliższymi, niż faktów, najwięcej filmowej materii, wysiłku percepcji, hipnotycznych manipulacji światłem i odcieniami szarości. Najgorsze, najmroczniejsze, ciężkie jak ołów i piękne zarazem światło zimowych miesięcy jest bohaterem tego ekstremalnego formalnie filmu.

 

Agnieszka Szeffel

Zapraszamy do dyskusji na Forum ENH!

starsza lista
Moje NH
Strona archiwalna
Nawigator
Lipiec-sierpień 2009
PWŚCPSN
23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
Program:
Mój plan:
Indeks A-Z
Koncerty
Filmy nieme w Operze
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu:
Skocz do cyklu:
WYBIERZ CYKL
Czy wiesz, że...

System "metek" pomoże w przygotowaniu festiwalowego planu projekcji. Powodzenia!

/Co to jest?
JESTEŚMY NA FACEBOOKU LINKI:
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty 2007-2009  /  festiwal@enh.pl  /  www.enh.pl  /  realizacja: Pracownia Pakamera